JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
...BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Historia o tym, jak upiliśmy się w łodzi podwodnej

48 079  
152   51  
Na wstępie pragnę zaznaczyć, że za wszystkie opisane wydarzenia ręczę życiem swoim i członków najbliższej rodziny - tak więc pomimo czasem absurdalnych i niesamowitych sytuacji, musicie mi uwierzyć, że ta impreza wydarzyła się naprawdę.


OK, zacznijmy może od zaprezentowania planu łodzi, gdyż będzie on bardzo pomocny w zrozumieniu niektórych elementów historii.


Zapewne zastanawiacie się teraz - "co to za dziwna łajba?". Już śpieszę z wyjaśnieniami!
Studentami będąc (ładnych parę lat już od tych wydarzeń minęło), wpadliśmy na szalony pomysł: najebmy się! Nic specjalnego? No to już wyjaśniam, czym jest owa "Łódź Podwodna".

Po pierwsze, znajdujemy mieszkanie, w którym nikt nam nie będzie przeszkadzał. Robimy w nim zapasy na rejs w postaci alkoholu, pizzy, alkoholu i zapitki. Nieważne, jak duże będą, i tak zabraknie. Następnie spotykamy się w mieszkaniu w ustalonym terminie. Pora na zanurzenie!
Jak możecie się domyślić, zanurzenie 4-piętrowej kamienicy, nawet w nadmorskiej miejscowości, stanowi pewien problem logistyczny i może wzbudzić niepokój u sąsiadów.
Rozwiązaniem jest zaklejenie wszystkich okien grubymi kartonami i dywanami. Od teraz jesteśmy w zanurzeniu!
Zanim zaczniemy pić, wszyscy uczestnicy przestawiają swoje zegarki, jak i wszystkie zegary w domu, na losową godzinę. W ten sposób osiągamy zamierzony efekt - kompletną stratę poczucia czasu. Dzięki temu, gdy już padniesz z przepicia, po pobudce nie będziesz wiedział, czy spałeś godzinę, czy 2 dni.

No OK, ale możecie zapytać, po co to wszystko? Ano by świętować 21. urodziny jednego z nas (pewnie inny powód też by się znalazł, ale ten był akurat pod ręką).

Po tym przydługim wstępie pora na przedstawienie bohaterów spektaklu (imiona zmienione)
- Gosia - właścicielka mieszkania, gospodyni imprezy
- Łukasz - jubilat, człowiek o słabej głowie
- Mesjasz - człowiek o naprawdę mocnej głowie
- Vampire - wasz narrator
- i inni, w liczbie 6 osób, których nie ma potrzeby wymieniać z imienia.

Całe przygotowania zaczęły się dzień wcześniej od zakupu prezentu - zewnętrznej karty dźwiękowej. Problem polegał na tym, że Łukasz wiedział, co dostanie i nie byłoby niespodzianki.
Aby rozwiązać ten problem, wręczyliśmy mu wyściełaną aksamitem paczkę w kuchni, jednak w środku zamiast prezentu była pierwsza karta przygody - pisana czterowierszem zagadka prowadząca do miejsca ukrycia prezentu (tak wtedy myślał). Prowadziła ona do pieca. Jakież było przerażenie na jego twarzy, gdy uświadomił sobie, że sam rozpalał piec 5 minut wcześniej. Zdążyliśmy go powstrzymać przed rozgrzebywaniem płonących polan gołymi rekami i skierowaliśmy jego wzrok NA piec, gdzie leżała kolejna karta itd. Wszystkich zagadek było 7 i prowadziły po całej łodzi podwodnej, wymuszając na nim coraz to nowe zadania (niektórych kart nie dało się zdobyć bez np. wypicia kawowego Karmi, którego jubilat szczerze nienawidził).
Niestety moja pamięć nie jest już taka jak kiedyś, ale ostatnie dwa wersy zapamiętałem:
Wszystko się kończy tam, gdzie się zaczyna.
Podwójne dno wielki skarb skrywa.
Tak - prezent cały czas spokojnie czekał w kuchni, w kartonie, który otrzymał na początku, pod aksamitną poszewką.

No to prezent mamy odbębniony, pora zacząć pić.

Jak zapewne zauważyliście - kreatywność wśród braci studenckiej jeszcze wtedy nie umarła, to i picie nie przebiegało w sposób klasyczny.

Zaczęło się niewinnie, od "ślepego kielona". Zabawa dość znana, ale i tak wyjaśnię: stawiamy na stole 3 kieliszki wypełnione wodą, octem i wódką. Jubilat deklaruje w jakiej kolejności będzie ich próbował, nie wiedząc co jest gdzie. Pije, aż nie trafi na wodę. U nas z braku octu i wody kieliszki wypełnione było odpowiednio tequilą, wódką i spirytusem. I w tej kolejności Łukasz miał szczęście je wypić. Oczywiście zaraz potem poprosił o miskę (nie pierwszy i nie najważniejszy raz podczas tej imprezy ta prośba padła z jego ust), jednak gdy w odpowiedzi zamiast upragnionego pustego wiaderka dostał pod nos zestaw składający się z naczyń wypełnionych chipsami, sałatkami, paluszkami i innymi przekąskami, już mu się odechciało.

Pijemy dalej.


Przypomniało nam się, że Łukasz się lekko spóźnił na ustaloną godzinę, więc pora na karniaka. Studenckiego karniaka.
Karany klęka przy krawędzi stołu, przykłada usta do jego krawędzi i otwiera najszerzej jak potrafi. Goście, którzy przybyli na czas, stawiają przed nim kieliszki z wódką i celnym pstryknięciem w krawędź szkła posyłają zawartość prosto do wlewu Łukasza. Tyle mówi teoria. W praktyce cały był ochlapany wódką, a jeden kieliszek o mało nie podbił mu oka.

Pijemy dalej.

"Jubilat pije"! Mało ambitna nazwa, ale nic innego nie pasowało. Otóż każdy z uczestników przygotował dla jubilata jakiś napój alkoholowy z zachowaniem zasady, że musi się znajdować w jednym naczyniu, a nie będzie serią szotów (po karniaku miał lekką awersję do rzędu kieliszków). Potem w sposób losowy wybierał jeden z tych napojów i musiał go wyzerować jednym haustem. Padło na wazon wypełniony 3 litrami piwa.

Wtedy Łukasz zazgonił po raz pierwszy. Znaczy nie od razu - zrobił to w trakcie dynamicznego pogo w rytm Lady Pank w spektakularny sposób wypier*alając się o kanapę. No i wtedy zaczęła się magia.

Koniec części pierwszej.

W następnej poznacie drink "Horyzont zdarzeń", który sprawia, że ludzie trzeźwieją, bardzo rozbudowany ciąg zdarzeń prowadzący do wielokrotnego złamania nosa Łukasza, oraz co zrobić, gdy w łodzi podwodnej kończy się alkohol.

Oglądany: 48079x | Komentarzy: 51 | Okejek: 152 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało